“Conqueror” 4 najlepszym albumem 2007 wg. Decibel
W styczniowym wydaniu magazynu Decibel, skupiającego się ‘trochę’ mniej mainstreamowej muzyce (dość powiedzieć, że na okładce są chłopaki z Pig Destroyer), odnajdziemy zestawienie najlepszych albumów prawie-że-minionego już roku. Z radością stwierdzić mogę, że Conqueror znajduje się na 4 miejscu na rzeczonej liście! Oto artykuł, który ukazał się na stronie internetowej magazynu:
Pięc lat po rozpadzie Godflesh, Jesu stało się się muzycznym odrodzeniem Justina Broadricka, którego zespół wydał na świat sześć EPek (w tym cztery tylko w tym roku) i dwie długogrające płyty. Inspirująca mieszanka postpunkowych brzmień Wielkiej Brytanii i shoegaze’u lat 80 stała się domeną Broadricka. Jednak balans pomiędzy miażdżacymi riffami oraz melancholijnymi melodiami jest szczególnie widoczny na płycie Conqueror, gdzie najmocniejsze części debiutu z 2005 roku oraz marzycielskie rytmy z EPki Silver łączą się w jedną, spójną całość.
Dziesięc miesięcy od wydania Conqueror‘a a Decibel nadal się nią nie znudził, tak samo jak Broadrick. “To co głównie zdarza się z moją pracą i z tym co robiłem przez całą muzyczną karierę to to, że kilka miesięcy po premierze płyty, zaczynam ją ostro krytykować. Jednak razem z wiekiem nauczyłem się jak podchodzić do każdej płyty dojrzale i bez zbędnych emocji. Podejrzewam, że teraz niektóre rzeczy widzę o wiele jaśniej i wyraźniej. Kiedy byłem młodszy, żyłem każdym nagraniem kilka miesięcy, tak jak to nastolatkowie, w zasadzie to można powiedzieć, że wyrosłem na robieniu płyt. Teraz, o wiele trudniej jest mi zadowolić samego siebie, lecz, gdy już skończę daną rzecz, wiem, że będę z tego dumny o wiele dłużej niż te marne pare miesięcy.“
Przez pierwsze dwie dekady swojej pracy, muzyka Justina była silnie związana z mrocznymi oraz neurotycznymi wizjami, z gniewem i smutkiem, lecz usłyszenie Conqueror‘a, to tak jakbyśmy słyszeli rozwarzania nad rokiem pracy w których satysfakcja oraz zadowolenie brzebrzmiewają przez całe nagranie.
“To naprawdę wspaniały czas dla mnie. Godflesh był obiegiem zamkniętym. Nasza wytwórnia, nasze emocje a nawet to, czego sami sobie zabranialiśmy to były granice nie do przekroczenia dla nas. Jesu jest odwrotnością tego wszystkiego. Pracuję z wytwórniami, które są szczęśliwe z tego, że jestem płodny w swojej muzycznej pracy. Mogę robić to, na co obecnie mam ochotę, pozwalam płynąć swojej kreatywności, nie ograniczam jej zakazami ani trendami rynku muzycznego.
Sam nie wiem, czemu nie dotarłem do tego punktu w swoim życiu wcześniej. Wiem jedno. Musiałem być w tym wieku, musiałem dojrzeć jako muzyk, producent i twórca tekstów. Nie mogłem tego zrobić będąc 20latkiem. Praca w Godflesh prawdopodobnie odwlekała przyjście tej chwili. Nie jestem wkurwiony na to, ani na nic innego, dobrze, że miałem czas, aby dotrzeć w to miejsce. Teraz tworzenie, lecz nie tylko to, jest o wiele bardziej satysfakcjonujące. Sam się temu dziwię.
Naprawdę sądzę, że Jesu to dopiero początek. Nie widzę końca, jakiegoś punktu do którego nie mógłbym teraz dotrzeć. Z Godflesh’em widziałem granicę, będąc w każdym miejscu swojej muzycznej drogi.“

Dodaj komentarz